Kataklizmy przyszłości

Teksty z książki Marka Szurawskiego "Razem bracia do lin!" cz. II, zobacz subskrypcja

      Niszczycielska działalność człowieka czyli, powiedzmy to sobie otwarcie, nasza "inteligentna głupota" sprawiła i ciągle sprawia, ze lista kataklizmów, które nawiedzą ziemię w najbliższym czasie będzie zdecydowanie długa; tylko część z nich wyniknie z naturalnych procesów zachodzących w skorupie ziemskiej. Ocieplenie klimatu staje się faktem. Powód? Ciągle nadmierna emisja gazów cieplarnianych przez zakłady przemysłowe i samochody. Atmosfera odbija ciepło Słońca w stronę Ziemi, zamiast pozwolić mu ujść w przestrzeń kosmiczną. W efekcie podnosi się temperatura oceanów, woda szybciej paruje, a to sprzyja powstawaniu silnych, porywistych wiatrów i ulewnych deszczów. Efekt cieplarniany spowoduje również dłuższe okresy suszy i upałów, a to znaczy groźne pożary i kłopoty z plonami. W perspektywie najwyżej stuleci poziom wody w oceanach wskutek topnienia lodowców w regionach polarnych podniesie się nawet o kilka metrów. Oznacza to zagładę wielu regionów przybrzeżnych na całym świecie, na pewno Holandii, Wenecji i polskich Żuław. Nie ma lekko. Europejska Agencja ds. Środowiska ogłosiła w 2004 r. , że ocieplenie klimatu spowoduje dalsze topnienie lodowców górskich. I tak w ciągu najbliższych 45 lat zniknie, stopnieje 75% alpejskich gór lodowych, a to znaczy, ze zalane zostaną praktycznie wszystkie miejscowości leżące u podnóża włoskich Alp.

       Lista naturalnych zagrożeń, jakie szykuje nam Matka Ziemia, też nie budzi optymizmu. Co gorsza na te niespodzianki ciągle nie mamy wpływu, ani nie jesteśmy w stanie je przewidzieć w czasie umożliwiającym na przykład skuteczną ewakuację. A więc przede wszystkim trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Wezuwiusz, zdaniem naukowców z włoskiego Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii, może wybuchnąć jeszcze w tym roku; niewielu z 600 tysięcy ludzi mieszkających na zagrożonych erupcją terenach może się uratować. Można sobie wyobrazić tylko pandemonium ewakuacyjne takiej masy spanikowanych ludzi na zablokowanych i zatłoczonych drogach Podobnie Etna na Sycylii ? wulkan, który atakuje głównie ?rzekami ognia? i którego kolejne erupcje (a ostatnia miała miejsce w 2001 r) mogą być coraz gwałtowniejsze. Rzecz niezwykła, ale budząca grozę ? właściwie w każdej chwili może rozpaść się La Palma, wyspa u zachodnich krańców Archipelagu Kanaryjskiego. Na skutek erupcji wulkanu w 1949 r. wyspa zaczęła się rozpadać i w każdej chwili może ją pochłonąć morze. Naukowcy z University of California w Santa Cruz oceniają, że jeśli taka masa skał osunie się z przypuszczalną prędkością 300 km na godzinę, wywołane ta lawiną tsunami docierając do wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych może mieć 24 metry wysokości. O Europie nie mówili... Niepokój budzi zanik regularnej do tej pory aktywności sejsmicznej w regionach Nepalu i Kalifornii. Cisza przede burzą? W Nepalu ostatni raz ziemia zadrżała groźnie w 1988, w środkowej Kalifornii wstrząsy do tej pory powtarzały się co 22 lata, teraz nie. W samym regionie Jawy i Sumatry znajduje się co najmniej 100 wulkanów, w tym osławiony i znowu czynny Krakatau.

       Klimatolodzy z ogromnym niepokojem oczekują na El Ninio Prąd ten wywołany jest wędrówką ciepłych mas wodnych od wybrzeży Australii wzdłuż równika na wschód, aż do wybrzeży Ameryki Południowej, odpychających i blokujących życiodajny Prąd Humbolta, płynący od południa i w górę. El Ninio zawsze zwiastuje bardzo gwałtowne zmiany pogody. Do tej pory pojawiał się średnio co 5 lat, ostatnio w 1997 roku. To wtedy miały miejsce rekordowe opady w Kalifornii, powodzie w Peru, susze i pożary w Indonezji i gwałtowne tornada w płd-wschodnich rejonach USA.

       Niebo też nie będzie miało litości. Zderzenia meteorytów z powierzchnią Ziemi zdarzały się w historii co 100 - 300 lat. Ostatni raz w 1908 r, kiedy na daleką Syberię spadł meteoryt zwany tunguskim. Uderzenie miało siłę 600 bomb atomowych, użytych w Hiroszimie. Coraz bardziej dokładne badania astrofizyczne przewidują najtragiczniejszą katastrofę tego typu na 16 marca 2880 r. Leci już od dawna w naszą stronę taka cholera ? mówią naukowcy amerykańscy z Jet Propulsion Laboratory - meteoroid o średnicy 1.1 km. Ma spaść do Atlantyku 580 km na wschód od Nowego Jorku. Lepiej nie myśleć, co wtedy będzie. Stumetrowa ściana wody uderzy w całe wschodnie wybrzeże USA, dotrze również do zachodniej Europy i Afryki. Mozliwość, ze dojdzie do takiego zderzenia, astronomowie oceniają na 3 d0 1000 ? takie prawdopodobieństwo uznawane jest za baaardzo wysokie.

       A czy w odleglejszej przyszłości będzie lepiej- Też nie bardzo. Za 50 milionów lat w wyniku przesunięć ziemskich płyt tektonicznych zniknie Morze Śródziemne, a z nim razem Hiszpania i Francja, a może nawet połudnowa część Polski. Jeśli poczekamy dłużej (czytaj pożyjemy) za raptem 250 milionów lat obie Ameryki, Europa i Eurazja połączą się w jeden wielki kontynent.

       Czyli raczej nieciekawie. Ale popatrzmy na to i od takiej strony. Opisałeś problem dokładnie i szczegółowo- No to masz rozwiązanie. Ludzkość - jak nigdy przedtem w historii - dysponuje dzisiaj potężnymi środkami technicznymi, aby uporać się z większością obecnych zagrożeń, a za kilkadziesiąt lat te możliwości będą jeszcze większe. Poza tym, świadomość niebezpieczeństw i plany ich usunięcia mogą stanowić fantastyczny impuls do kolejnych wynalazków, rozwiązań technicznych i szeroko rozumianego podstępu i rozwoju, od nowych stanowisk pracy, imponujących badań naukowych po nowe trendy w ogólnoświatowym systemie edukacji i oświaty. Głowa do góry - damy radę. Byle tylko wyzbyć się tej "inteligentnej głupoty"... Eeeech!

   ... powrót